W 1914 roku wybuchła wojna, która wstrząsnęła porządkiem Europy i całego świata. Polsce po 123 latach przyniosła niepodległość. Polacy brali czynny udział w działaniach wojennych w ramach armii trzech mocarstw rozbiorowych. W Galicji zmobilizowano 810.000 ludzi przyznających się do narodowości polskiej, z których ok. 90.000 poniosło śmierć w walkach lub zginęło z odniesionych ran.

Aby ocalić pamięć o Polakach biorących udział w I Wojnie Światowej w oddziałach armii austo-węgierskiej, rosyjskiej i niemieckiej zawiązaliśmy w 2002 roku stowarzyszenie 3 Historycznego Galicyjskiego Pułku Artylerii Fortecznej im Księcia Kynsky'ego. Pułk ten został zorganizowany we Lwowie i przeniesiony do Twierdzy Przemyśl gdzie stacjonował w koszarach przy obecnej ulicy Mickiewicza (teren Hali Sportowej i Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej). W Pułku tym walczyło (wg różnych danych) 25-30% Polaków.



 Statutowe cele
stowarzyszenia  


- ochrona zabytków architektury militarnej na terenie Galicji,
- upowszechnianie wiedzy o historii Twierdzy Przemyśl - dziedzictwa kultury wielu narodów,
- ochrona cmentarzy wojennych z I Wojny Światowej,
- popularyzowanie tradycji wojskowych przez formowanie oddziałów historycznie umundurowanych i uzbrojonych,
- poszukiwanie pamiątek z okresu I wojny Światowej,
- prowadzenie instytucji muzealno-ekspozycyjnych.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych historią Polaków w okresie I Wojny Światowej do współpracy


 Oświadczenie  


Członkowie 3FSAR wielokrotnie spotykali się z pytaniem, dlaczego zajmują się rekonstruowaniem sylwetek żołnierzy austro-węgierskiej armii walczących w I Wojnie Światowej. Mając na uwadze fakt, że Polska bardzo ucierpiała w tym tragicznym okresie, niektórych może zastanawiać chęć odtwarzania jednostek zaborców.
Nie mamy prawa i ochoty wypowiadać się w imieniu wszystkich polskich rekonstruktorów na ten temat. Chcemy jednak przedstawić stosunek naszej grupy do tej sprawy.
Jesteśmy Polakami. Znamy historię Polski i konfliktów w skali Europy i świata. Mamy świadomość potworności wszelkich wojen, nie tylko tych, które miały miejsce wiele lat temu. Wciąż mimo rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego giną ludzie.Nie jesteśmy w stanie temu zapobiec, ale możemy próbować pobudzać społeczną świadomość.
Pasjonuje nas historia. Poprzez udział w widowiskach rekonstrukcyjnych możemy przedstawić widzom sceny z okresu I Wojny Światowej. Dzięki nam ten tragiczny okres w dziejach naszego miasta przez chwilę ożywa w pamięci mieszkancow.
Próbujemy ratować zabytki architektury militarnej z okresu, kiedy Przemysl był jedną z największych twierdz w Europie. To bardzo trudne zadanie, gdyż twierdza została wysadzona w powietrze przez poddających sie Austriaków i obecnie jest stertą gruzu porośniętą krzakami. Wierzymy, że dzięki naszej działalności i podobnych nam stowarzyszeń podniesiemy walory turystyczne miasta i regionu oraz uratujemy tę część historii dla potomnych.
Mamy świadomość tego, że sylwetki jednostek, które dokonały zaboru Polski są źle kojarzone. My jesteśmy jednak wyłącznie aktorami. Mundury zakładamy wyłącznie na czas imprez i prezentacji. Całkowicie odcinamy się od jakiejkolwiek ideologii, ale chcemy żeby pamiętać, że w zaborze austriackim można było porozumiewać sie w języku ojczystym, obchodzić świeta narodowe takie jak Konstytucji 3 Maja, rocznice wybuchu Powstania Listopadowego i Styczniowego, można było się zrzeszać w takich organizacjach jak Strzelec czy Sokół, które były podstawą Pierwszej Kompanii Kadrowej i Legionów Polskich.
Jako członkowie grupy rekonstrukcyjnej bierzemy udział w licznych imprezach plenerowych. Współpracujemy z muzeami, placówkami pożytku publicznego i grupami rekonstrukcyjnymi z kraju i zagranicy. Uczestniczymy także w produkcjach filmowych. Często myli się nas z członkami innego stowarzyszenia, a mianowicie Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka. Nasze stowarzyszenie jest grupą rekonstrukcyjną, a nie “szwejkami”!!!
Warto dodać, że nasze rekonstruowanie historii nie ogranicza się tylko do odtwarzania żołnierzy austo-węgierskich ale również legionistów polskich, którzy walczyli u boku Austriaków, wierząc w odzyskanie niepodległości Rzeczypospolitej. Niestety historia doświadczyła nasze wspaniałe miasto i w 1918 roku po wycofaniu się wojsk austriackich doszło w Przemyslu i Lwowie do bratobójczych walk między Polakami i Ukraińcami. Pamiętając o trudnej wspólnej historii obu narodów, staramy sie zawsze uczestniczyć w Swięcie Odzyskania Niepodległości w historycznych mundurach z biało-czerwonymi opaskami na rękawach i być “żywą lekcją historii”, wielonarodowej i wielokulturowej historii Rzeczypospolitej Polskiej.


 Artyleria legionów  


Osobą, która odegrała niepoślednią rolę w tworzeniu artylerii legionowej był Ottokar Brzoza-Brzezina. Z pochodzenia Czech, ożeniony z Polką, stał się jednym z najbardziej czynnych oficerów strzeleckich, a potem legionowych.
Formalnie komendę 1 pułku artylerii Legionów utworzono 28 września 1914 r. Dowódcą został O. Brzoza-Brzezina. Dowódcą I dywizjonu został por. Mieczysław Jełowicki, drugim dowodził dowódca pułku.
30 września na front wyruszył I dywizjon, w skład którego wchodziły baterie:
1 – dca ppor. Karol Nowak,
2 – dca ppor. Konrad Kostecki,
3 – dca ppor. Kasper Wojnar.
II dywizjon składał się z dwóch baterii:
4 – dca por. Władysław Jaxa-Rożen,
5 – dca por. Marceli Śniadowski.
I dywizjon walczył w Karpatach, a drugi związał się najpierw z 1 pp Legionw, a następnie z I Brygada. Swój chrzest bojowy przeszedł po Krzywopłotami.
Pod koniec 1914 r. nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy 5 baterii. Marcelego Śniadowskiego zastąpił ppor. Przemysław Barthel de Weydenthal.
W lutym 1915 r. II dywizjon otrzymał nowe, zdecydowanie lepsze, armaty kalibru 76,5 mm.
W czasie walk pozycyjnych nad Nida powrócił na stanowisko dowódcy 5 baterii por. M. Śniadowski.
Nad Nida też powstał Polski Artyleryjski Klub Sportowy (PAKS). Zasłynął on m.in. tym, że w meczu z klubem „Nida” (reprezentującym sztab I Brygady) zaaplikował przeciwnikom 20 bramek. A w „Nidzie” grali: Wł. Belina-Prazmowski, Stanisław Grzmot-Skotnicki, Tadeusz Kasprzycki, Tadeusz Piskor, Stanisław Rouppert.
Dalsze losy II dywizjonu ściśle związane są z walkami I Brygady. Boje pod Konarami, Tarłowem, Jastkowem (gdzie artyleria wspierała bój 4 pp Leg).
W lipcu 1915 r., po powstaniu 1 pułku ułanów, pojawiła się koniecznośc sformowania baterii artylerii konnej. Decyzję o jej utworzeniu podjął J. Piłsudski 15 lipca 1915 r. Dowódca został por. Ednund Knoll-Kownacki. Ze względu na brak dział na początek stworzono półbaterie. Bliskoim współpracownikiem por. Knoll-Kownackiego został syn ówczesnego Komendanta Legionów Polskich ppor. Antoni Trzaska-Durski. Kres tego pododdziału nastąpił w marcu 1916 r., kiedy to rozwiązano go motywując to brakiem wystarczającej ilości koni.
Okres 1915 -1916 to czas wielu reorganizacji w całej artylerii. Wiązało się to także z licznymi zmianami na stanowiskach dowódczych. Dowódcę II dyonu kpt. Wł. Jaxa-Rożena zastąpił por. E. Knoll-Kownacki. Dowódcę I dywizjonu M. Jełowickiego zastąpił kpt. M. Śniadowski. Utworzono dywizjon haubic pod dowództwem por. P. Barthel de Wydenthala, którym przejściowo dowodził E. Knoll-Kownacki. Dywizjon szkolił się poza miejscem stacjonowania pułku.
Skład osobowy 1 pułku artylerii Legionów w sierpniu 1916 r. wyglądał następująco:
Dowódca pułku – mjr Ottokar Brzoza-Brzezina
Dowódca I dywizjonu – kpt. M. Śniadowski
Dowódca 1 baterii – por. J.M. Bold
Oficerowie: ppor. Jan Kamiński (Feliks Kamieński?), ppor. T. Procner, ppor. Stanisław Sigmund, ppor. J. Dunin-Wąsowicz, ppor. A. Wielżyński, ppor. Andrzej Wilk.
Dowódca 2 baterii – por. W. Łapicki,
Podporucznicy: Józef Beck, W. Domański, S. Kunstler, Stanisław Kwiatkowski, Kazimierz Machczyński, i K. Nowak.
Dowódca II dywizjonu – por. E. Knoll-Kownacki
Dowódca 3 baterii – por. A. Hertel
Podporucznicy: T., Frank de Flottenschild-Wiszniewski, W. Fyda, M. Gnoiński, Jan Kijowski, T. Schatzel, T. Zwisłocki.
Dowódca 4 baterii – por. A. Trzaska-Durski
Podporucznicy: J. Englisch, Wincenty Kowalski, M. Landau, S. Mazurkiewicz,
Chorążowie: Kazimierz Sichulski, Albert Siems.
Dowódca III dywizjonu (haubic) – por. P. Barthel de Weydenthal
Dowódca 1 baterii – por. K. Schally
Podporucznicy: J. de Beurain, W. Kiliński, S. Mańkowski
Chorążowie: Aleksander Broda, W. Słobódzki
2 bateria stacjonowała wówczas w Krakowie.
Dowódca parku amunicyjnego – por. S. Wierzchleyski, któremu podlegało 11 oficerów.
Komendant Kadr Artylerii – kpt. W. Jax- Rożen (pod komendą miał 5 oficerów)
Przed odejściem z frontu skład pułku przedstawiał się następująco: 33 oficerów, 876 podoficerów i szeregowców, 755 koni, 22 działa, 92 wozy i 6 kuchni polowych.
Artylerię legionową rozlokowano w kilku garnizonach. Dowództwo pułku umieszczono na początku w Czersku, następnie w Górze Kalwarii, na końcu w Warszawie. I dywizjon umieszczono w Górze Kalwarii, II – w Grajewie, III – w Pułtusku. Potem następowały jeszcze kilkakrotne przemieszczenia poszczególnych pododdziałów. Oczywiście doszło także do zmian personalnych. Dowódcą pułku został mjr M. Śniadowski, jego zastępcą kpt. F. Kleeberg.
W owym czasie rozpoczęto także intensywne szkolenie kadr. Rozpoczęły się kursy oficerskie i podoficerskie. W czasie kryzysu przysięgowego 1 part Leg liczył 1991 żołnierzy, w tym 84 oficerów.
W czasie kryzysu przysięgowego złożenia przysięgo odmówiło co najmniej 80% żołnierzy wywodzących się z zaboru rosyjskiego.
W październiku 1917 r. dowódcą pułku został osławiony mjr W. Ostoja-Zagórski. Podlegli mu artylerzyści zostali w większości skierowani na front w ramach Polskiego Korpusu Posiłkowego.
W Polnische Wehrmacht udało się sformować jedną mieszaną baterię pod dowództwem por. S. Mazurkiewicza.

http://www.komendant.cal.pl/content/view/711/108/
http://softland.com.pl/aerojac/aaa/artykul/artyleria.html

 


Chcemy w przyszłości rekonstruować pododział sformowanej w Przemyślu 10 Brygady Kawalerii a mianowicie 2 Batalion Pancerny stacjonujący we wrzesniu 1939 roku w Żurawicy

http://pl.wikipedia.org/wiki/2_Batalion_Pancerny
http://pl.wikipedia.org/wiki/10_Brygada_Kawalerii
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Maczek

 


 


 


 1 Pułk Czołgów 1919  


Pierwszy czołg w Wojsku Polskim Renault FT-17 Tomasz Szczerbicki, zdjęcia z archiwum autora Lekki czołg Renault FT-17 był jednym z pierwszych pojazdów posiadających klasyczną formę dzisiejszego wozu bojowego. Był to nowatorski, prosty w konstrukcji, produkcji i obsłudze pojazd wytwarzany masowo przez przemysł samochodowy. Cechy te oraz, jak na owe czasy, dobre właściwości trakcyjne i bojowe sprawiły, że w latach 20. był to najliczniej produkowany czołg na świecie. Pod koniec pierwszej wojny światowej oprócz fabryki macierzystej Renault w Bilancourt, wytwarzany był również w zakładach Berliet, Schneider, Delaunay-Belleville i w fabrykach amerykańskich. Po zakończeniu wojny produkcję tych czołgów i wozów na nich wzorowanych uruchomiono w wielu krajach na całym świecie.
Pierwsze próby stworzenia wozów bojowych na bazie samochodów osobowych i ciężarowych miały miejsce na przełomie XIX i XX wieku. Prymitywne pojazdy wojskowe, będące de facto samochodami pancernymi, zaczęto testować w różnych armiach już w latach 1900–1905. Wraz z udoskonalaniem konstrukcji silników spalinowych i uzyskiwaniem przez nie coraz większych mocy napędowych zaczęto konstruować opancerzone, ciężkie, jeżdżące fortece, które były zalążkiem czołgów.
W polskim wojskowym miesięczniku „Bellona” z czerwca 1919 roku, w artykule o czołgach inż. W. Vorbrodt pisze: „... Pierwszy raz znalazły czołgi zastosowanie w lecie 1916 r., brało wtedy udział w walce po stronie koalicji 35 wozów. Pomyślne rezultaty, jakie koalicja osiągnęła wówczas przy pomocy tego nowego środka walki, dały pochód do stałego zwiększania ilości uczestniczących w walce czołgów. A więc w kwietniu 1917 r. (bitwa pod Arras) widzimy już 60 czołgów, w czerwcu tegoż roku (pod Messines) - 72, a w listopadzie (pod Cambrai) biorą już udział 432 wozy. ...”.
Plany konstrukcyjne czołgu Renault FT-17 powstały w roku 1916. Twórcą tego pojazdu był francuski gen. Jean-Baptiste Estienne, który nabywał doświadczenia uczestnicząc w pracach przy budowie pierwszego francuskiego czołgu Schneider CA. Czas wojny oraz pierwsze pozytywne próby z wykorzystaniem tej nowej broni na polu walki ponaglały do pośpiechu przy uruchamianiu seryjnej produkcji.
Pierwsze egzemplarze czołgu Renault FT-17 pojawiły się w armii francuskiej pod koniec 1917 roku, zaś po raz pierwszy pojawiły się na europejskim polu bitwy 31 maja 1918 roku we Francji, wspierając działania marokańskiej piechoty w Foret de Retz. W dniu zakończenia wojny armia francuska posiadała 1991 sprawnych czołgów FT-17 oraz dodatkowo 386 sztuk w warsztatach remontowych. Po zakończeniu wojny pojazdy te, produkowane seryjnie, stanowiły podstawę francuskiego eksportu zbrojeniowego, w grupie pojazdów bojowych.
Czołgi Renault FT-17 rozpoczęły służbę w Wojsku Polskim jeszcze we Francji, 22 marca 1919 roku w składzie armii gen. Józefa Hallera. Wtedy to francuski 505 Pułk Czołgów rozpoczął przeformowywanie się w polski 1 Pułk Czołgów. W dniu 1 czerwca tegoż roku pierwszy transport kolejowy ze sprzętem pułku dotarł do Łodzi i rozpoczął rozładunek.
Polski 1 Pułk Czołgów posiadał na wyposażeniu 120 pojazdów FT-17, na co składały się 72 wozy z armatkami 37 mm i 48 wozów z karabinami maszynowymi. Dodatkowo na stanie Pułku było: 10 samochodów osobowych, 13 samochodów półciężarowych, 18 samochodów ciężarowych, 5 traktorów kołowych, 2 traktory gąsienicowe, 10 motocykli, 10 rowerów, 8 przyczepek warsztatowych.
W walkach 1 Pułku Czołgów na ziemiach polskich, w wojnie z Bolszewikami, utracono bezpowrotnie 8 wozów a kolejne 12 zostało poważnie uszkodzonych. Jak podają historycy zajmujący się badaniem przebiegu tego konfliktu, udział czołgów 1 pułku wpłynął znacząco na przebieg tej wojny. Co jest najbardziej podkreślane, czołgi wspierając działania piechoty (niszcząc stanowiska broni maszynowej, artylerii i zasieki) pozwoliły uniknąć wielu ofiar.

Ćwiczenia polowe Szkoły Czołgów i Samochodów na poligonie w podwarszawskim Rembertowie. Sierpień 1927 r.
W połowie lat 20. zakupiono kilkadziesiąt nowych pojazdów FT-17 oraz unowocześnionych modeli M 26/27 i serii NC. W Polsce w Centralnych Warsztatach Samochodowych (CWS) zbudowano, w oparciu o francuską dokumentację, 27 czołgów z francuskimi silnikami. Największy ilościowo stan czołgów Renault, wszystkich typów, armia polska osiągnęła w roku 1931 i wynosił on 174 sztuki, nie zmieniony do 1936 roku. Składało się na to: 112 wozów FT-17, 6 pojazdów (T.S.F.) z radiostacją, 29 sztuk modeli M 26/27 i NC (zmodernizowane modele pochodne od FT-17) oraz 27 czołgów zbudowanych w CWS.
Czołgi wyposażano w dwa podstawowe warianty uzbrojenia w wieży obrotowej: armatkę 37 mm Peteaux SA mod. 1917 (z zapasem 237 pocisków) lub karabin maszynowy Hotchkiss wz. 14 kal. 8 mm (z zapasem 4800 naboi). Wozy będące na wyposażeniu armii polskiej posiadały również karabiny maszynowe Hotchkiss wz. 25 o kalibrze 7,92 mm. W niewielkich ilościach budowano również pojazdy, które zamiast uzbrojenia miały stałą wieżę z radiostacją. Serię czołgów Renault, ok. 1000 sztuk, oznaczoną symbolem FT75BS wyposażono w krótkolufową armatę 75 mm de Blockhaus Schneider (zapas 30 pocisków).
Czołg Renault FT-17 posiadał kadłub zbudowany z płyt pancernych o grubości od 6 do 22 mm, przynitowanych (niekiedy przyśrubowanych) do klatki ze stalowych kątowników. Najsilniej opancerzona była wieża, gdzie wykorzystano płyty o grubości 22 mm. Przód, boki i tył posiadały pancerz 16 mm, góra - 8 mm, zaś dno czołgu 6 mm. Z tyłu pojazdu znajdował się tzw. „ogon”, który pomagał przy pokonywaniu rowów, a w czasie przemarszów mógł służyć do przewożenia ładunków.
Zawieszenie FT-17 składało się z czterech wózków jezdnych, pierwszy wózek z trzema rolkami bieżnymi a pozostałe z dwoma, po każdej stronie. Rolki bieżne połączone były wzdłużną belką, którą amortyzował resor piórowy. U góry gąsienica opierała się na 6 rolkach podtrzymujących połączonych listwą resorowaną sprężyną spiralną.
Dwuosobowa załoga (kierowca i strzelec-dowódca) dysponowała dwoma włazami, jednym z tyłu wieży oraz drugim, dużym włazem z przodu pojazdu. Załoga czołgu obserwowała pole walki przez specjalne, wąskie szczeliny w pancerzu. Podczas przemarszu, dla lepszej widoczności, kierowca mógł otworzyć również okno znajdujące się na wysokości jego twarzy. Wnętrze czołgu podzielone było na trzy części: przedni przedział kierowcy, w środku przedział bojowy oraz w tylnej części kadłuba przedział napędowy, w którym znajdował się silnik. Przedział załogi oddzielony był od części mieszczącej układ napędowy stalową ścianką, w której znajdowały się dwa zakratowane otwory. Okienka te służyły do wentylacji układu chłodzenia silnika. Załoga miała możliwość awaryjnego uruchomienia silnika, z wnętrza pojazdu, za pomocą korby.

Ćwiczenia polowe Szkoły Czołgów i Samochodów na poligonie w podwarszawskim Rembertowie. Sierpień 1927 r.
W instrukcji obsługi czołgu Renault, wydanej w Polsce w1921 roku przez Ministerstwo Spraw Wojskowych, wśród wielu ciekawych opisów, czytamy:
„... Wewnętrzne urządzenia.
Z przodu siedzi kierowca na poduszce. Za poduszką zawieszony jest pas służący jako oparcie. Pas ten można zdjąć dla dania możności strzelcowi wejścia i wyjścia z czołgu.
Cały mechanizm kierowania czołga i prowadzenia silnika umieszczony jest pod metalową podłogą tak, że w pomieszczeniu kierowcy lub strzelca niema drążków ani części ruchomych mechanizmu. Strzelec ma do swego użytku lekkie ruchome siedzenie, umieszczone w wieży i umocowane na pasie. Przedział osobowy jest oddzielony od przedziału maszyn ścianką metalową zaopatrzoną w dwa zakratowane okienka, pozwalające na przewiew i krążenie powietrza dzięki wentylatorowi, znajdującemu się w przedziale maszyn. Jeżeli w przedziale maszyn powstanie pożar, poruszenie rygla opuszcza dwie metalowe okiennice, zamykające otwory zakratowanych okien, nie pozwalając płomieniom i dymowi przedostać się przedniego przedziału i dając czas ludziom opuścić czołg.
Do wchodzenia i wychodzenia służą zazwyczaj drzwiczki z przodu czołgu. Dostanie się do otworów wejściowych ułatwiane jest przez zewnętrzne stopnie.
Obserwację terenu umożliwiają załodze wąskie szczeliny wykrojone w ściankach pancerza. Szczeliny te są tak wąskie, że nie przepuszczają kul karabinowych. ...”
Pod koniec lat 20. i na początku 30. podejmowane były liczne próby modernizacji starzejącej się już konstrukcji czołgu FT-17. Działania te nie przyniosły jednak zadawalających efektów i francuski wytwórca zaczął przygotowywać plany nowych lekkich czołgów.
W Polsce też podejmowano próby modernizacji czołgów FT-17, które były na wyposażeniu naszej armii. Prowadzono próby z innymi typami gąsienic, które pozwoliłyby na osiąganie większych prędkości jazdy. Powolność była dużą wadą tych pojazdów, dlatego w Centralnych Warsztatach Samochodowych zaczęto montować i testować w czołgach Renault drobnoogniwowe gąsienice Kardaszewicza. Pozwalały one na zwiększenie prędkości wozu do 12 km/h. Mimo prawie 60% wzrostu wartości prędkości jazdy, pojazd ten był nadal za wolny w stosunku do podobnych pojazdów z początku lat 30.
Podjęto również działania w celu modyfikacji i unowocześnienia konstrukcji w oparciu o elementy angielskiego czołgu Vickers. Działania te nie powiodły się i zaczęto zastanawiać się nad wprowadzeniem do uzbrojenia nowych typów czołgów.
W połowie lat 30. był to już pojazd całkowicie przestarzały. Pozostawał jednak problem, co zrobić z posiadanymi, zużytymi w znacznym stopniu, pojazdami FT-17. W drugiej połowie lat 30. w dość zawiły sposób sprzedano kilkadziesiąt sztuk za granicę. Jak podają różne źródła czołgi Renault FT-17 z Polski, za pośrednictwem spółek handlowych z różnych krajów, trafiły do Hiszpanii i do Chin. Cały problem ze sprzedażą polegał na tym, że Hiszpania była wówczas pod rządami komunistów, co w owym czasie w Europie powodowało pewną izolację handlową tego kraju. Z drugiej zaś strony Hiszpanie płacili za wszystko złotem, co z handlowego punktu widzenia było bardzo korzystne i nęcące w okresie pokryzysowym.
Fundusze pozyskane ze sprzedaży czołgów FT-17 przeznaczono, podobno, na zakup kilku nowy czołgów 7TP.
We wrześniu 1939 roku armia polska posiadała jeszcze ok. 100 czołgów FT-17, w które, między innymi, uzbrojono trzy kompanie – 111, 112, 113. Pozostałe wozy wykorzystano jako zespoły drezyn pancernych na podwoziach szynowych. Kilkanaście sztuk czołgów wykorzystywano również jako dodatkowe wsparcie innych jednostek walczących w różnych częściach Polski.
Zespoły drezyn pancernych na podwoziach szynowych wykorzystywane były do osłon pociągów pancernych. Była to bardzo ciekawa konstrukcja. Składały się z dwóch tankietek TKS i czołgu Renault. Zespół drezyn pancernych napędzany był od silnika czołgu FT-17. We wrześniu 1939 roku wykorzystywano 32 takie zestawy.
Pomimo bardzo dużej ilości wyprodukowanych egzemplarzy, niewiele zachowało się tych pojazdów. Podczas podróży możemy natknąć się na nie w muzeach we Francji (m.in. w Samur), Anglii (m.in. Bovington Tank Museum) oraz w prywatnych kolekcjach w USA.
W Polsce nie posiadamy ani jednego czołgu Renault FT-17 zachowanego w całości. Od czasu do czasu poszukiwacze militariów, podczas eksploracji, odnajdują pojedyncze części tego pojazdu. Prawdopodobnie pochodzą one z wozów biorących udział w Kampanii Wrześniowej. Zachowała się za to liczna dokumentacja dotycząca służby tych pojazdów w Wojsku Polskim. Można ją znaleźć w muzeach wojskowych, technicznych i kolekcjach prywatnych w naszym kraju.
Nie należy jednak rezygnować z poszukiwań cały pojazdów. Nigdy niewiadomo, co kryje się w ruinach starych stodół, szop, garaży czy w bagnach i jeziorach w rejonach walk lub ewakuacji. Pod koniec lat 80. w belgijskim muzeum pojazdów wojskowych odnalazł się ciągnik artyleryjski C2P wyprodukowany w Państwowych Zakładach Inżynierii (PZInż.). Pojazd został odrestaurowany i oferowany do sprzedaży. Kilka lat temu, zupełnie przypadkowo, znaleziono w okolicach Warszawy korpus polskiego ciągnika artyleryjskiego C2P. W połowie lat 90. nurek (poszukiwacz skarbów) odnalazł w jeziorku w okolicach Puszczy Kampinoskiej wrak czołgu pochodzącego prawdopodobnie z walk wrześniowych armii polskiej. W połowie lat 80., na wschodzie Polski, autor odnalazł przednią atrapę od wojskowego (gąsienicowego) samochodu terenowego Citroen-Kegresse.
Dane techniczne czołgu Renault FT-17


Masa z działkiem (z karabinem) 6700 kg (6500 kg)
Długość całkowita z ogonem (kadłuba) 5000 mm (4100 mm)
Szerokość 1740 mm
Wysokość 2140 mm
Prześwit 430 mm
Rozstaw osi gąsienic 1400 mm
Szerokość gąsienic 340 mm
Nacisk jednostkowy 0,5 kg/cm2
Zdolność pokonywania przeszkód:
                   wzniesienia 45°
                   rowy (pojazd bez ogona) 180 cm (135 cm) szerokości
                   brody wodne do 70 cm
                   ściany 50 cm
Załoga 2 osoby, kierowca i strzelec - dowódca
SilnikRenault, 4-cylindrowy, 4-suwowy, benzynowy, chłodzony cieczą, o poj. skokowej 4480 cm3, moc 28,7 kW (39 KM) przy 1500 obr./min.
19,7 kg/m przy 1200 obr./min.
sprzęgło główne, skrzynia biegów o 4 przełożeniach do przodu i 1 do tyłu, sprzęgła boczne (jako mechanizm skrętu), przekładnie boczne. Koła napędowe w tylnej części kadłuba.
    Maksymalny moment
Układ przeniesienia napędu
      Przełożenia skrzyni biegów
         I i wsteczny 114,5
         II 56,3
         III 34,5
         IV22,3
Prędkość maksymalna na drodze 7,78 km/h (wersje pochodne: M26/27 oraz modele NC ok. 12–30 km/h)
  Prędkość maksymalna w terenie 3,5 km/h
Zapas paliwa 100 l
Zasięg ok. 40-50 km